REKLAMA

Rower – zbawienie czy przekleństwo? Okiem Obrockiego

Coraz cieplej za oknem. Z Afryki po zimie wracają pierwsze wiosenne ptaki, a z komórek i garaży rowery. Niby im więcej rowerów, tym mniej smrodliwych samochodów, ale sprawa nie jest taka prosta.

Austria, rower steiermark tourismus leo himsl
fot. Leo Himsl

Jak widać przebiśniegi i rowery to znak, że zima się kończy. Wszędzie czytamy, że rosnąca liczba rowerów to rosnąca liczba pozostawionych pod domem samochodów, a więc mniej smrodu, mniej hałasu, mniej korków i w ogóle fantastycznie. W dodatku jadąc rowerem spalasz nie paliwo, ale kalorie, więc samo zdrowie i możesz zrezygnować z siłowni (przecież płatnej), możesz więc oszczędzić dwa razy - na stacji benzynowej i na siłowni. Dużo w tym racji, ale nie wszystko złoto co się świeci, a problemy często nie znikają, lecz są zamieniane na inne.

Ścieżek rowerowych wydzielonych mamy niewiele. Pozostaje jechać chodnikiem lub jezdnią. Znowelizowany parę lat temu kodeks drogowy kategorycznie preferuje jazdę jezdnią, a więc między samochodami, a nie często pustym chodnikiem. (Ci co mają samochody już prawie nie chodzą pieszo). Rower na starej, wąskiej, niedostosowanej do niego jezdni to problem i dla rowerzystów, i dla kierowców. Czasem, samochód jadący powolutku za rowerem, np. rano przy dużym ruchu z przeciwka, przez wiele minut nie wyprzedza tworząc sztuczny długi korek produkujący zupełnie gigantyczną ilość dodatkowych spalin. Trujących rowerzystę dużo bardziej niż gdyby jednak jechał samochodem, a kierowców w tym sztucznym korku i mieszkańców wokół też. Czasem samochody widząc całą beznadziejność takiej sytuacji wyprzedzają na siłę, na trzeciego, prawie ocierając się o rowerzystę. Potrąceń nie brakuje. Zwłaszcza jeśli ktoś z dobrego serca użyje klaksonu. Wtedy rowerzysta oglądając się w tył (a zbadano, że większość robi to przez lewe ramię) mimowolnie minimalnie skręca rowerem w lewo i nieszczęście gotowe. W takich przypadkach przesiadki z aut na rowery to znaczące pogorszenie bezpieczeństwa na drodze. Jeśli rowerzysta ma w uszach słuchawki z muzyczką to znacząco większe niż znaczące. Sam jeżdżę rowerem codziennie i wszędzie, gdzie nie widać radiowozu, a na chodniku nie ma pieszych, łamię głupie prawo i jadę chodnikiem.

REKLAMA

Ogromny problem to kontrapasy, czyli pozwolenie rowerom na jazdę ulicami jednokierunkowymi pod prąd. To duże zagrożenie. A w stosunku do poprzedniej sytuacji nie jest to ocierka pojazdów jadących w tym samym kierunku, ale zderzenie czołowe. Kierowca jest chroniony poduszkami, pasami i nadwoziem. Rowerzysta niczym.

Dzień jest na razie krótki, więc pod wieczór rowerzyści wracają do domu już po zmroku. A w krajach afrykańskich (tam dzień jest dłuższy, a aut jest mniej) i w Polsce znakomita większość rowerów jest sprzedawana i eksploatowana bez tylnego światła odblaskowego. Bo rower najczęściej nie ma błotników, więc umocować je trudniej. Do tego jazda nie w kamizelce odblaskowej, ale w czarnej kurtce i czarnych spodniach i nieszczęście gotowe. Często przy oślepiających pojazdach jadących z przeciwka są to wypadki śmiertelne.

Jeśli więc kierowco samochodu nie zamierzasz przesiąść się na rower i w ogóle nie cierpisz plagi rowerzystów, przynajmniej pomyśl chwilę, że takie nieodwracalne zjawisko istnieje. A rowerzystom, w tym sobie, życzę dużej dawki zdrowego rozsądku. Nie chronią was poduszki powietrzne, pasy, ani przepisy kodeksu drogowego. W starciu z silniejszym nie wystarcza posiadanie racji. A jazda rowerem może być przyjemnością, a nie zagrożeniem. 

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA