[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Samochody elektryczne w Polsce to nisza. Jak to zmienić?

Po polskich drogach jeździ obecnie nieco ponad 10 tys. aut elektrycznych i hybryd plug-in. Jesteśmy pod tym względem daleko za Zachodem. Czy jest szansa na zmianę?

Volkswagen ID.3 Volkswagen ID.3

O elektrycznej rewolucji w Polsce jak dotąd nie może być mowy. Według najświeższych danych po naszych drogach jeździ bowiem nieco ponad 10 tys. pojazdów elektrycznych, a wśród nich są zarówno auta elektryczne zasilane akumulatorem (BEV), jak i hybrydy plug-in (PHEV), pozwalające pokonać kilkadziesiąt kilometrów w trybie bezemisyjnym.

Pomimo faktu, na który wskazują badania, że coraz więcej Polaków deklaruje zamiar kupna elektrycznego auta, to wciąż stoją przed nami poważne bariery, a wśród nich przede wszystkim próg cenowy oraz niedostatek stacji ładowania i stosunkowo nieduży zasięg.

Wprowadzona na początku roku ustawa wspierająca rozwój elektromobilności, obiecująca klientom indywidualnym dopłaty, jest krokiem w stronę zmiany stanu rzeczy, ale i ona rodzi wiele wątpliwości.

Po pierwsze nie jest jak dotąd znana pula, jaka może zostać przyznana, a ponieważ środki pochodzą z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, którego budżet na ten rok jest znany, spodziewamy się raczej stosunkowo niewielkich liczb.

Inna rzecz, że dopłatami objęci będą jedynie klienci indywidualni, którzy odpowiedzialni są za niedużą część rynku nowych samochodów, a i kwota dopłaty musi być przez nich początkowo wyłożona, żeby mogli się oni starać o jej zwrot. Mówimy tu o kwotach do 37,5 tys. złotych, które trzeba mieć, żeby je później „odzyskać”.

Zobacz także: kary za cofanie liczników. Jak nie dać się oszukać?

REKLAMA

REKLAMA

Rozwój elektromobilności – Polska na tle Europy

Jeszcze dekadę temu rynek aut elektrycznych praktycznie nie istniał. Obecnie liczbę samochodów czysto elektrycznych (BEV, Battery Electric Vehicle) i hybrydowych (PHEV, Plug-in Hybrid Electric Vehicle) na świecie szacuje się na ok. 8,5 mln. Według Międzynarodowej Agencji Energetyki w 2030 r. będzie to już 125 mln.

Polska została w tyle tej elektromobilnej rewolucji. 10 tys. aut to ponad cztery razy mniej, niż choćby w Hiszpanii – kraju o porównywalnej do Polski liczbie samochodów osobowych. Czy Polacy nie chcą kupować „elektryków”?

Badania pokazują, że jest odwrotnie. Z przeprowadzonych przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych badań wynika, że z roku na rok rośnie odsetek osób, które w najbliższej przyszłości mają zamiar kupić samochód elektryczny. Jeszcze w 2017 była to jedna na dziesięć osób (12 proc.). W roku 2019 zamiar nabycia „elektryka” deklarował już co trzeci badany (28 proc.).

Z analizy rynków, na których e-mobilność rozwija się najszybciej (Chiny, USA oraz niektóre państwa europejskie) wynika wyraźnie, że istnieje bezpośredni związek między tempem tego rozwoju, a wsparciem ze strony administracji państwowej i samorządowej.

Poza ulgami i dopłatami popularną formą zachęt wprowadzanych przez większość liczących się w Europie rynków e-samochodów, są także takie udogodnienia, jak: bezpłatne parkingi w centrach miast, możliwość korzystania z buspasów czy szereg innych benefitów wprowadzanych przez władze lokalne.

Zobacz także: przełomowy model Volkswagena, o którym mało kto wiedział

REKLAMA

Jak rozwinąć elektromobilność w Polsce?

System ulg i dopłat to jedna strona medalu. Na rozwój e-mobilności wpływają też inne czynniki, jak infrastruktura, czyli liczba punktów ładowania e-aut, dostępność samochodów elektrycznych oraz ich finansowanie.

W przypadku infrastruktury możemy mówić o systematycznym rozwoju sieci stacji ładowania, za co zabrali się nie tylko prywatni i państwowi operatorzy, ale także sami producenci aut. Volkswagen Group Polska do końca 2020 r. uruchomi 350 punktów ładowania. Powstaną one przy salonach dealerskich Grupy w całym kraju i będą publicznie dostępne.

Zmienia się także dostępność aut elektrycznych. Według danych PSPA na koniec 2019 r. na polskim rynku było można kupić 52 modele czystych „elektryków” (BEV) i hybryd (PHEV). Tylko w 2020 r. wprowadzonych zostanie kolejnych 39 modeli. Sama tylko Grupa Volkswagena do 2029 roku wprowadzi na rynek około 135 e-modeli, w tym 75 z napędem wyłącznie elektrycznym oraz 60 z hybrydowym.

I wreszcie finansowanie. Jak wspomnieliśmy, jedną z zachęt ma być rządowe wsparcie w postaci dopłat. Tu jednak nie możemy spodziewać się, że auta elektryczne zaleją z tego powodu nasz kraj. Dopłaty nie trafią bowiem choćby do firm leasingowych, które odpowiadają za większą część rynku.

Istotnym czynnikiem rozwoju e-mobilności wydają się być produkty finansowe, które pozwalają na zmianę podejścia do użytkowania czy posiadania samochodu. Jeden z takich produktów wprowadza dla aut elektrycznych Volkswagen Financial Services Polska, przenosząc niejako swój program oferowany już od 6 lat dla samochodów spalinowych – tak nowych, jak i "młodych używanych".

Zobacz także: 70 elektrycznych modeli VW do 2025 roku!

REKLAMA

REKLAMA

Finansowanie samochodu w ramach produktów z niskimi ratami eliminuje problem konieczności wyłożenia dużej kwoty na cały samochód. Pozwala też na wymianę auta średnio co trzy lata na nowe, a zwrócone leasingodawcy młode auto używane jest oferowane kolejnym klientom w ramach produktów przeznaczonych dla aut używanych – także z tzw. niską ratą.

W ten sposób w ciągu, załóżmy, siedmiu lat samochodu elektrycznego będą mogli używać nawet trzej różni klienci o zróżnicowanej sile nabywczej – od osoby kupującej nowe auto, przez nabywcę pojazdu „młodego” używanego (3-letniego), do klienta wybierającego samochód używany (6-letni). Dzięki temu liczba aut na polskich drogach może kilkukrotnie wzrosnąć.

Ta oferta finansowa jest już dla aut elektrycznych dostępna. Pisaliśmy o niej w październiku, przy okazji polskiej premiery Volkswagena ID.3. Umożliwia ona uzyskanie niskich miesięcznych rat dzięki temu, że spłaca się w nich część ceny pojazdu, odpowiadającą spodziewanej utracie wartości samochodu, w okresie umowy, a nie całość wartości auta.

- Aby znacząco wzrosła liczba ekologicznych aut na polskich drogach, konieczne jest jednoczesne stymulowanie każdego z czterech czynników, a więc dalsze zwiększanie dostępności aut przez producentów, przy jednoczesnej rozbudowie infrastruktury. Kluczowe pozostaje wsparcie ze strony państwa, a więc przede wszystkim rozbudowa systemu zachęt dla przedsiębiorców, gdyż to przede wszystkim oni kupują nowe auta. Ostatnim, ale nie najmniej ważnym czynnikiem jest odpowiednie finansowanie – podsumowuje Mikołaj Woźniak, dyrektor VWFS.

Zobacz także: nowe Renault Zoe - pierwsza jazda

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij