[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.7

Smoleńsk nasz codzienny - zdaniem Obrockiego

Wczoraj była dziewiąta rocznica katastrofy smoleńskiej. Wiem, że nasza redakcja nie zajmuje się samolotami, ale samochodami. A jednak tragedia smoleńska i codzienne, zwłaszcza ostatnie wydarzenia na drogach splatają się w bardzo groźną całość.

Przydrożny krzyż

Przepracowałem większość zawodowego życia w dziennikarstwie motoryzacyjnym. Ale od dziecka samoloty kręciły mnie bardzo. Od zawsze o samolotach czytam dużo. Jako inżynier precyzyjnie wiem dlaczego ciężki samolot w ogóle lata i jak jest zbudowany. W przeciwieństwie do znakomitej większości rodaków raporty smoleńskie przeczytałem starannie i ze zrozumieniem. Nie ma tam (i ja nie mam) cienia wątpliwości, że przyczyną tragedii smoleńskiej były zwyczajne, potoczne banalne, aroganckie wobec procedur i wobec praw fizyki błędy ludzkie.

Od kilku tygodni mamy prawdziwą serię bardzo tragicznych wypadków drogowych polegających na wjeżdżaniu na siłę na przejazdy kolejowe pomimo zamykających się już sprawnych (!) szlabanów i pomimo czerwonego światła. Kilka dni temu w Puszczykowie, bez mgły i rosyjskiej wieży kontrolnej, w biały dzień wjechał na przejazd, prosto pod koła pociągu kierowca karetki medycznej. Nie jechał na sygnale, nie wiózł chorego ani rannego, nie musiał się spieszyć. Wiózł medyków, którzy zginęli. Wiózł też typowe w takich służbach (w samolotach wojskowych, w karetkach, w straży pożarnej...) duże własne ego i poczucie bycia uprzywilejowanym. Bycia, świetnym, lepszym, niezatapialnym, niezabijalnym. Bycia, mając karetkę, kimś ponad prawem, ponad fizyką. Dokładnie tak samo jak w Smoleńsku.

REKLAMA

Gdy już myślałem, że makabryczny wypadek w Puszczykowie otrzeźwi miliony zwykłych kierowców, wczoraj, też w biały dzień, łamiąc wszelkie przepisy, wpakował się w Chodzieży (to ta sama okolica!) na kolejny kolejowy przejazd... radiowóz z drogówki. Na szczęście bez ofiar. W radiowozach i generalnie w policji własne ego, poczucie bezkarności jest jeszcze większe niż w karetkach. A jeszcze większe niż w policji jest to ego wśród kompletnych amatorów i dyletantów, którzy bez doświadczenia i przygotowania trafiają do Służby Ochrony Państwa i bez pojęcia, ale w bardzo drogich autach mogą bezkarnie poszaleć i porozbijać parę fajnych aut wożąc najważniejsze osoby w państwie. Nie mam cienia wątpliwości, że coroczne tysiące wypadków na drogach i tragedia smoleńska mają to samo głupkowato-ułańskie podłoże, tę samą genezę w postaci akceptacji dla lekceważenia wszelkich wcześniej ustalonych zasad, reguł i praw. Od drobiazgów po rzeczy, od których zależy bezpieczeństwo innych. Taki Smoleńsk nasz codzienny.

Komentarze

 (7)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij