Stacja ładowania ciężarówek wymaga tyle prądu, co małe miasto

Pojawienie się elektrycznych ciężarówek to kwestia czasu. Problem w tym, że jedna stacja ładowania będzie potrzebować tyle prądu, ile małe miasto. Koszty będą ogromne.

Tesla Semi fot. materiały prasowe
Tesla Semi

Elektryczna rewolucja postępuje w tak szybkim tempie, że nie nadąża za tym rozwój infrastruktury. Trzeba pamiętać, że choć wciąż jesteśmy dopiero u progu rozkwitu sieci publicznych ładowarek, już teraz pojawiają się problemy z dostawami energii elektrycznej. A będzie gorzej, i to znacznie, kiedy na drogi wyjeżdżać zaczną na przykład elektryczne ciężarówki, autobusy i samochody dostawcze.

Jak wynika z raportu brytyjskiej firmy energetycznej National Grid, jedna tylko stacja ładowania aut ciężarowych, zlokalizowana przy trasie, będzie wymagać dostarczenia takich ilości prądu, jak małe amerykańskie miasto, a to rodzi poważny problem z zapewnieniem odpowiednio mocnych i wydajnych przyłączy energetycznych. Nawet mniejszy punkt ładowania ciężarówek, ulokowany przy stacji benzynowej, to wymagania porównywalne z zapotrzebowaniem na energię porównywalną ze stadionem sportowym.

Raport został opublikowany w obliczu zapowiedzi premiery Tesli Semi, która zostanie wprowadzona do sprzedaży już 1 grudnia, a jak twierdzi producent, począwszy od roku 2024 powstawać ma nawet 50 tys. egzemplarzy rocznie. Auto ma oferować zasięg ok. 500 mil, co wymusza dość gęste, jak na amerykańskie warunki, ulokowanie punktów ładowania. Zbliżając się do roku 2030 czy 2035, elektryczne ciężarówki staną się znacznie bardziej popularne, bo inni producenci także pracują nad zelektryfikowanym transportem, i choć to wciąż dość odległy termin, problem z zapewnieniem infrastruktury jest realny i jest przy tym gigantyczny, wymagający natychmiastowych działań. Wyobraźmy sobie, jak potężnym krajem są Stany Zjednoczone, gdzie nawet zbudowanie stacji ładowania przy największych trasach będzie wymagało ogromnych nakładów.

Świetnie problem ten obrazuje ekspert cytowany przez serwis Bloomberg, znajdując analogię w napełnianiu basenu wodą z węża. Wyobraźmy sobie, że energia elektryczna to woda dostarczana wężem. Kiedy mamy do napełnienia duży basen (18-kołową ciężarówkę) i zaledwie wąż ogrodowy (obecnie istniejące przyłącza), cały proces trwać będzie wiele dni. Chcąc jednak napełnić zbiornik w kilka godzin, musimy wykorzystać wysokociśnieniowe pompy z wężem o dużym przekroju. I tu właśnie powstaje problem, bo żeby dostarczyć tak dużych ilości energii elektrycznej, trzeba przebudować, czy raczej zbudować od nowa sieć przesyłu, dostosować elektrownie, i tak dalej. W raporcie podano, że sieć zdolna przesyłać 5 MW energii to nawet 8 lat planowania i budowy, zaś koszty dochodzić mają do dziesiątek milionów dolarów...

Zobacz również:
REKLAMA