REKLAMA

Stare jest piękne. Zdaniem Obrockiego

Kończąc temat motoryzacji na Malcie jeszcze jedna cudnej urody perełka. To przepiękne, godne polecenia wszystkim turystom stworzone przez jednego człowieka prywatne muzeum samochodowe.

Julian Obrocki

Malta to wyspa niewielka. Autobusy miejskie obsługujące stolicę sięgają do wszystkich miejscowości na całej wyspie. Pisałem o tym kilka dni temu. Kraj nieduży, ale nowoczesny i dobrze rozwinięty, więc i motoryzacja przywieziona kiedyś, co niestety przyznać trzeba, przez brytyjskich okupantów, rozwijała się świetnie. Fatalne położenie militarne Malty na samym środku Morza Śródziemnego powodowało, że kraj uczestniczył nie ze swojej woli i winy we wszystkich możliwych wojnach w regionie, ale też mieszkańcy nauczyli się mistrzowskiej sztuki chronienia przed bombami wszystkiego, co się da, w tysiącach różnych bunkrów. Przetrwało więc nie tylko raczej dużo dzieł sztuki, ale również perełek motoryzacji. Oczywiście głównie brytyjskiej.

Ale gdy wreszcie, nie tak dawno, nie w 1945, ale w 1964 roku (!) Malta odzyskała niepodległość, Anglicy w większości wyjechali i okazało się, że w różnych garażach, szopach i wojskowych bunkrach i fortecach ocalało zaskakująco dużo ciekawych, historycznych, chociaż najczęściej niejeżdżących samochodów. W takich momentach, by nie wylądowały na złomie, potrzebny jest zapaleniec - zbawiciel.

REKLAMA

Okazał się nim Carol Galea, powszechnie znany na Malcie popularny biegacz długodystansowiec. Bronił barw Malty na różnych olimpiadach i mistrzostwach świata, jest zdobywcą wielu rekordów i medali. To on rozpoczął akcję ratowania motoryzacyjnych zabytków. Nie było to dla niego trudne, bo w małym kraju był popularną postacią i to nie tylko jako biegacz, ale też zupełnie niezły kierowca wyścigowy. Po zakończeniu kariery lekkoatletycznej całą pasję skierował w ściganie starymi samochodami. I to na poważnym, międzynarodowym poziomie. Te sukcesy spowodowały, że Maltańczycy zasypali go informacjami, gdzie w krzakach można znaleźć stare auta.

W miejscowości Qawra, niedaleko stolicy Valetty, pod zwykłym wielkim blokiem mieszkalnym, w ogromnym podziemnym garażu zaczęło się zbieranie i naprawianie starych aut. Szybko warsztat przekształcił się w znane na świecie, całkowicie prywatne muzeum motoryzacji. Carl Galea, który kiedyś startując w wyścigach sam budował wyścigówki i prototypy teraz prowadzi klinikę dla starych aut, z najważniejszym oddziałem reanimacji zupełnie nieżywych egzemplarzy.

Cała idea właściciela to nie kupować gotowych eksponatów na rynku kolekcjonerskim, bo ceny są kosmiczne, ale wyszukiwać, wygrzebywać, wykopywać jakieś zardzewiałe resztki, wysiedlając z nich myszy, szczury i robactwo, a potem mozolną pracą, wiedzą, umiejętnościami ożywiać i doprowadzać do absolutnego stanu pierwotnego, bo wiele aut z kolekcji z panem Karolem za kierownicą nadal i ciągle w różnych wyścigach uczestniczy. Do muzealnego warsztatu można zajrzeć - widać w nim jak niemłodzi mechanicy niemłodym autom przywracają młodość, siłę i energię. Potem są pięknie eksponowane w efektownym anturażu - auta otoczone są wyłącznie przedmiotami z epoki - osprzętem warsztatowym, narzędziami, starymi radiami, szafami grającymi, pierwszymi telewizorami i wszelkimi antykami, w tym kolekcją strojów z czasów początków motoryzacji.

Ciekawe i piękne jest muzeum pana Karola. Zaprasza w zadziwiającą podróż w głąb cudownego, chociaż już nieistniejącego świata. W świat ręcznie robionej, indywidualnej, artystycznej motoryzacji. Na Maltę niedaleko. Warto muzeum odwiedzić. To zabieg odmładzający, bo czas biegnie tam w przeciwną stronę.

Zobacz też: ruch lewostronny na Malcie, zmora coraz gorsza. Zdaniem Obrockiego

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA