[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Surowe kary za przekroczenie prędkości

Kierowcom przyłapanym przez fotoradar na przekroczeniu prędkości coraz rzadziej udaje się uniknąć odpowiedzialności, a w konsekwencji płacą surowe kary.

Zdjęcie z fotoradaru Zdjęcie z fotoradaru, źródło: CANARD

Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) każdego dnia otrzymuje setki zdjęć wykonanych przez fotoradary umieszczone przy polskich drogach. Kierowcy z kolei dwoją się i troją, by uniknąć odpowiedzialności za złamanie przepisów.

Popularnym sposobem jest zasłanianie się niepamięcią, co do osoby która w danym dniu prowadziła pojazd czy też wskazywanie, że był to kierowca zameldowany np. w Rosji czy innym kraju, z którego trudno byłoby wydobyć informacje potwierdzające tożsamość i nałożyć mandat.

Służby coraz częściej jednak znajdują sposoby na to, by ustalić tożsamość kierowcy przyłapanego przez fotoradar na wykroczeniu. Jednym z najprostszych jest porównanie wizerunku uwiecznionego na zdjęciu z fotografią z dokumentu tożsamości, znajdującego się w urzędowych referatach dowodów osobistych.

Poniżej przedstawiamy kilka przykładów prób uniknięcia kary, niejednokrotnie za poważne przekroczenie prędkości (np. 193 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h), zakończonych surową grzywną nałożoną w drodze sądowej.

Niepamięć kierowcy Nissana

Jak podaje CANARD, pewien właściciel czerwonego Nissana nie chciał powiedzieć, kto prowadził jego samochód na terenie Łodzi z prędkością 171 km/h. Nie rozpoznał również kierowcy na podstawie zdjęcia, choć była to osoba z jego najbliższej rodziny.

Inspektorzy nie zamknęli sprawy i prowadzili dalsze czynności. Wytypowali potencjalnych sprawców i wystąpili o udostępnienie ich wizerunków do referatu dowodów osobistych. Okazało się, że samochód prowadził syn właściciela pojazdu.

Sąd nie miał wątpliwości co do okoliczności czynu oraz jego sprawcy i zasądził grzywnę w wysokości 1200 zł. Do konta kierowcy przypisanych zostało 10 pkt karnych. Z względu na fakt, że przekroczenie prędkości miało miejsce w obszarze zabudowanym, sprawca stracił również na trzy miesiące prawo jazdy.

Zobacz także: znamy listę kandydatów do tytułu Car of the Year 2020

REKLAMA

REKLAMA

Zdjęcie z fotoradaru Zdjęcie z fotoradaru, źródło: CANARD

Bez mandatu, ale z wysoką grzywną

Inny przypadek - o 56 km więcej niż przewidują przepisy jechał kierowca auta dostawczego. Na pytanie o wskazanie kierowcy, właściciel firmy nie odpowiedział, licząc że przyjęcie przez niego kilkusetzłotowego mandatu za niewskazanie użytkownika pojazdu zamknie sprawę. Nic bardziej mylnego.

Według inspektorów mandat za niewskazanie kierującego pojazdem, był nieadekwatny do rażącego naruszenia prędkości. Prowadzili więc dalsze czynności zmierzające do ustalenia sprawcy wykroczenia. Adresat – właściciel firmy – nie odpowiadał już na przesłaną przez Inspekcję korespondencję. Inspektorzy zdecydowali o niewystawianiu mandatu karnego i skierowali wniosek o ukaranie go do sądu.

Sąd Rejonowy w Wejherowie, na podstawie zebranych dowodów przyjął, że okoliczności czynu oraz wina oskarżonego nie budzi wątpliwości i orzekł karę w wysokości 5 000 zł oraz zasądził opłatę sądową 570 zł.

Zobacz także: mocniejszy od Chirona - Bugatti Centodieci

REKLAMA

Zdjęcie z fotoradaru Zdjęcie z fotoradaru, źródło: CANARD

Surowa kara za milczenie

Obowiązek zapłaty 5 000 zł kary oraz 570 zł kosztów sądowych to dotkliwa kara. Taką właśnie, najwyższą z możliwych grzywnę zastosował mokotowski sąd wobec posiadacza samochodu, który nie wskazał komu powierzył auto, którym przekroczono prędkość o ponad 140 km/h!

193 km/h na liczniku, przy ograniczeniu prędkości do 50 km/h, osiągnął pojazd zarejestrowany przez fotoradar. Do właściciela pojazdu skierowano wezwanie do wskazania osoby, będącej w posiadaniu pojazdu podczas zdarzenia. Właściciel pojazdu wskazał jego użytkownika.

Kolejnym krokiem było skierowanie do użytkownika wezwania do wypełnienia oświadczenia wskazującego kierowcę. Mimo wielokrotnie nadawanej korespondencji, użytkownik pojazdu nie odpowiadał. Po próbach ustalenia kierującego z wykorzystaniem dostępnych baz danych, skierowano przeciwko "milczącemu użytkownikowi" wniosek o ukaranie do sądu, w związku z niewskazaniem komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie.

Decyzją sądu posiadacz pojazdu został ukarany grzywną w wysokości 5 000 zł oraz obciążony kosztami sądowymi w wysokości 570 zł. Wyrok jest prawomocny.

Zobacz także: Tushek TS 900 Apex - hipersamochód ze Słowenii

REKLAMA

REKLAMA

Zdjęcie z fotoradaru Zdjęcie z fotoradaru, źródło: CANARD

Rodzinny problem z pamięcią

Kolejny przypadek jest typową próba przerzucenia odpowiedzialności na anonimowego obywatela innego kraju, w tym przypadku Rosji. Przejeżdżająca przez miejscowość Dzierzążnia kobieta zdecydowanie przekroczyła dozwoloną prędkość. Miała na liczniku 122 km/h, czyli o ponad 70 km za dużo.

GITD wezwało właściciela pojazdu do złożenia wyjaśnień. Stwierdził on, że samochód prowadziła obywatelka Rosji. Takie oświadczenia regularnie spływają do CANARD i stanowią próbę przerzucenia odpowiedzialności na obcokrajowców. Urzędnicy postanowili sprawdzić, czy wyjaśnienia właściciela pojazdu są wiarygodne.

Powołując się na przepisy prawa karnego i prawa wykroczeń, wystąpili z wnioskiem o udostępnienie wizerunku żony właściciela pojazdu. Porównanie zdjęć z dowodu osobistego i fotoradaru nie budziło wątpliwości. Pojazd prowadziła Polka - żona właściciela auta. Sprawa skończyła się w sądzie. Za przekroczenie prędkości kobieta została ukarana 500-złotową grzywną.

To tylko kilka sytuacji z wielu. Jak widać, służby nie dają się już tak łatwo wyprowadzić w pole, a kierowców coraz częściej spotykają surowe kary.

Zobacz także: znajdź wymarzony samochód w najlepszej cenie!

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij