[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.2

Targi Poznańskie - targowisko używek. Zdaniem Obrockiego

Samochód, często niepierwszy w rodzinie, to coraz mniej niezbędny środek transportu, a coraz bardziej narzędzie szpanu i mobilny punkt produkcji adrenaliny. Jak to wygląda w Polsce sprawdziłem na Targach Poznańskich.

Mercedes-AMG GT R Pro - Poznań Motor Show 2019 Mercedes-AMG GT R Pro - Poznań Motor Show 2019, fot. Michał Szymaczek

Dealerzy wszystkich marek potwierdzają, że coraz więcej klientów salonów samochodowych nie wypytuje o parametry użytkowe oferowanych aut, jak zużycie paliwa czy pojemność bagażnika, ale o zupełnie przecież niewykorzystywaną prędkość maksymalną czy i tak za dużą w stosunku do realnych potrzeb moc silnika. Jak wygląda polski rynek motoryzacyjny chciałem zobaczyć w miejscu, gdzie powinny przecież być obok siebie wszystkie dostępne u nas samochody - na Targach Poznańskich.

Pojechałem, zobaczyłem. I zdziwiłem się. Samochodów nie za wiele. Paru głównych, największych producentów po prostu nie przyjechało. Pokazywanie samochodów na czerwonym dywanie i w otoczeniu modelek uważają za przeżytek. Lepiej niż pojedyncze sztuki na czerwonym dywanie prezentuje się cala paleta kolorów i wersji w internecie. W dodatku za darmo. Drugie, chyba jeszcze większe zdziwienie to dobór wystawców i samochodów. Prawie zupełny brak prostych tanich aut dla ludu, a dominująca obecność marek luksusowych, drogich, bardzo drogich i super drogich. Sposób ekspozycji bez podkreślania szczegółów konstrukcyjnych (jak niewidoczne pod maską to może to nikogo nie obchodzi), a raczej przypominający paryskie pokazy mody. Z uporem starego zgreda szukałem w informacjach tej przykładowej, najbardziej użytkowej pojemności bagażnika. Najczęściej takiej informacji nie ma. Co więc pokazano w Poznaniu?

REKLAMA

Samochody przedstawiano nie jako przedmiot użytkowy, do wygodnego transportu ludzi i bagażu, ale jako luksusowy przedmiot pożądania, który nie ma cię zawieźć do pracy i na działkę, ale wzbudzić emocje, chcicę, zachwyt sąsiadów. Nie eksponuje się już w drogich autach automatycznych systemów, które na widok ograniczeń szybkości same przyhamują samochód. Szybkość, w tym ta niedozwolona, to wolność, radość, emocje, adrenalina. Głupio ludziom tę wolność ograniczać. Nikt nie pyta ile auto ma poduszek powietrznych, ale czy jest szybsze i ma więcej koni od auta sąsiada. Nikt przy takich lepszych autach nie wypytuje o systemy bezpieczeństwa, ale odwrotnie, często pada pytanie czy żeby "troszkę poszaleć" można łatwo wyłączyć ESP. Bo no risk, no fun.

Bardzo pytają czy auto w katalogach jest zaliczane do modeli sportowych, chociaż nikt nigdy przecież nie pojedzie nim na tor wyścigowy. Dużo częściej służy do lansu i celów towarzyskich. Owszem, dla wielu ludzi celem jest wyścig, ale nie na torze, lecz korporacyjny wyścig szczurów, w którym wypasione auto bardzo pomaga. Nie masz fury jak w reklamach - jesteś przegrany, jesteś planktonem.

Wystawione w Poznaniu samochody wyraźnie pokazują - nie wsiadaj w komunikację zbiorową, bo tam jesteś nikim. W autobusie wszyscy są równi - nie do przyjęcia dla korposzczurów. Jesteś tam równy z tym głupim sąsiadem z dołu. Może zobaczyć cię na przystanku ta fajna laska z góry. Nie zrezygnuje z auta nikt, kto całe życie krążył rano ze szmatką koło swojego auta czekając, aż we wszystkich oknach za firankami pojawią się sfrustrowane twarze sąsiadów. Po odpaleniu wreszcie auta przez parę minut trzeba hałasować głośnym wydechem, dając ostatnią szansę paniom, które do okna nie zdążyły.

Hałas ze spreparowanej rury wydechowej to immanentna cecha klasycznej, tradycyjnej motoryzacji. Tacy ludzie nigdy nie kupią samochodów elektrycznych. W Poznaniu nie próbowano nimi przyciągać klientów. Zwłaszcza, że w Polsce powszechne staje się nazywanie wszelkich aut elektrycznych Melexami. Co powagi "elektrykom" nie dodaje.

Ludzie nie chcą być całkiem poważni. A czasem chcą być niegrzeczni. I mieć trochę niegrzeczne samochody. Nie chcą też bezpiecznych nijakich elektronicznych papierosów i właśnie cichych nijakich elektrycznych samochodów. Jedno i drugie nie daje nawet grama adrenaliny. Testosteronu tym bardziej. Dla wielu ludzi samochód to wolność. Nawet w korku. A autobus to odbierający wolność sztywny łańcuch przystanków. Patrząc w Poznaniu na dobór aut było widać, że samochód ubocznie może być środkiem transportu, ale przede wszystkim legalnym, szpanerskim narkotykiem. Mobilną wytwórnią adrenaliny. Uzależniającą używką. Jak codzienna zbyt duża szklaneczka czegoś zbyt mocnego.

Autoholizm to choroba cywilizacyjna. Kupując szybkie auto szukają afrodyzjaka. Szukają dostępu do broni, z dużym, co najmniej dwulitrowym magazynkiem. Tylko, że nie wszyscy do używania tak groźnej broni dorośli. Więc może czasem nie auto, a autobus?

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij