[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.9

Trzy tysiące BMW i Mini gnije na parkingu

Niemal trzy tysiące prawie nowych BMW i Mini stoi od czterech lat na parkingu w Vancouver, dosłownie niszczejąc w oczach. O co chodzi? Już mówimy.

Niszczejące BMW na składowisku Niszczejące BMW, źródło: instagram.com/littlerascalsracing/
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 139 900 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-3
SPRAWDŹ OFERTY

To był luty 2015 roku. Do wschodniego wybrzeża Kanady dotarł transport 2966 egzemplarzy świeżo wyprodukowanych egzemplarzy BMW i Mini. Mówimy tu o wielu modelach i seriach, w tym sportowych BMW M4 i M6, a nawet elektrycznych i3 oraz i8.

Oprócz tego na parkingu stoją i ulegają powolnemu rozkładowi BMW:

  • Serii 2,
  • Serii 3,
  • Serii 4,
  • Serii 5,
  • Serii 6,
  • Serii 7,
  • i3,
  • i8,
  • X1,
  • Z4.

A także Mini:

  • Cooper,
  • Cooper Cabrio,
  • Coupe,
  • Paceman,
  • Roadster.

No dobrze, ale co się stało, że stoją tak bezczynnie i bez sensu? Otóż cztery i pół roku temu na wschodnim wybrzeżu Kanady wystąpiła zimowa zawierucha i burze lodowe. Mocny zimny wiatr i marznący deszcz oraz nawiewająca słona woda z Oceanu Atlantyckiego zalały parking z nowiutkimi BMW i Mini.

Te auta zostały następnie sprzedane klientom z całego kraju. W lipcu jednak ktoś to przeanalizował i w wyniku zarządzonej akcji serwisowej wszystkie egzemplarze wróciły do serwisu. Okazało się, że słona woda, która co prawda nie przykryła aut, ale zdołała się wcisnąć w każdy niemal zakamarek, mogła uszkodzić wiązki i połączenia elektryczne, a także skutkować późniejszą korozją podzespołów mechanicznych.

Zobacz także: Targi Frankfurt 2019 - zobacz wszystkie premiery

REKLAMA

REKLAMA

Ryzyko wysypu awarii, stworzenia zagrożenia dla klientów i w konsekwencji dużej plamy na honorze marki było zbyt duże. Naprawa okazałaby się z kolei zbyt problematyczna i szeroko zakrojona, a przez to kosztowna. Decyzja mogła być jedna – potencjalnie wadliwe auta odstawiono na plac, a klienci otrzymali nowe egzemplarze, na których wyprodukowanie musieli jednak chwilę zaczekać, jeżdżąc przez ten czas autami zastępczymi.

Z ludzkiego punktu widzenia decyzja koncernu wydaje się być odpowiedzialna, bo przecież na szali leżało ludzie zdrowie i życie, w razie wystąpienia awarii. Z drugiej jednak strony widok tylu niszczejących aut po prostu boli. Można by je przecież było wykorzystać na tyle innych sposobów lub chociaż poddać recyklingowi.

A wy, jakie macie sugestie dotyczące dalszych losów takich potencjalnie wadliwych, drogich samochodów?

Zobacz także: znajdź wymarzony samochód w najlepszej cenie!

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij