REKLAMA

Turcja mocno podnosi podatki od nowych samochodów

Turecki rząd wprowadza nowe stawki tzw. podatku konsumpcyjnego od nowych samochodów. Chodzi o zniechęcenie do kupowania nowych aut z importu i wybór tych, które montowane są w Turcji.

BMW Serii 7 2020 Materiały prasowe
BMW Serii 7 2020

Specjalny podatek konsumpcyjny OTV (Özel Tüketim Vergisi) nakładany jest w Turcji na dobra luksusowe, produkty petrochemiczne, papierosy, alkohol czy wreszcie samochody. Teraz turecki rząd podniósł daninę nakładaną na nowe samochody, produkowane poza Turcją. Chodzi o chęć wsparcia rodzimej produkcji, ale mamy poważne wątpliwości, czy to naprawdę dobry ruch.

Podatek konsumpcyjny w Turcji wzrósł bowiem z poziomu między 60 a 160 proc. wartości samochodu do 80-220 proc., w zależności od pojemności silnika. I tak, za modele z silnikiem większym niż dwa litry pojemności klienci zapłacą podatek OTV na poziomie 130 proc., podczas gdy do tej pory było to 100 proc. Dla aut z wyższych segmentów podatek wzrośnie natomiast z 160 proc. do 220 proc.

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zanim zajrzymy do tureckich cenników, musimy dodać, że podwyżki danin nie obejmują pojazdów produkowanych lokalnie. A tych jest całkiem sporo, żeby wymienić kilka z nich – Fiat Tipo, Renault Clio i Megane, Toyota Corolla i C-HR, Hyundai i20 czy Honda Civic. Nie zmienia to jednak faktu, że tych, które nie są w Turcji produkowane, jest jednak znacznie więcej.

REKLAMA

REKLAMA

Volkswagen T-Roc Materiały prasowe
Volkswagen T-Roc

Wyższe podatki od aut w Turcji - przykłady

Sprawdźmy, ile kosztuje luksusowe dobro, jakim jest Mercedes Klasy E. W wersji E 200 d ze 160-konnym silnikiem samochód jest dostępny w Polsce za 192 500 złotych, podczas gdy w cenniku tureckim ten sam model wyceniony jest na kwotę... 427 tys. złotych. Przeszło dwa razy więcej.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Oczywiście im auto droższe, tym różnica jest większa - np. BMW 740Ld xDrive u nas kosztuje 495 tys. złotych, a w Turcji? W przeliczeniu 1,5 mln złotych... Ale rzućmy jeszcze okiem na bardziej przyziemny model – Volkswagen T-Roc. W wersji z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM i skrzynią DSG SUV kosztuje u nas od 97 tys. złotych. Natomiast taka sama specyfikacja w Turcji to już kwota odpowiadająca niemal 190 tys. złotych. Znów niemal dwukrotne przebicie, a warto dodać, że u nas topowy T-Roc R kosztuje obecnie 171 tys. złotych.

To jeszcze dla równowagi jeden z popularniejszych modeli, ale produkowany także w Turcji – Fiat Tipo, na tamtejszym rynku oferowany jako Fiat Egea. W wersji Street z silnikiem 1.4 o mocy 95 KM auto kosztuje u nas 62 tys. złotych. A w Turcji? Około 65 tys. złotych. Niemal identycznie.

Oczywiście przykłady można mnożyć, a ceny wahają się to w jedną, to w drugą stronę względem polskiego rynku, ale widać wyraźnie, że podniesienie podatku konsumpcyjnego postawiło zaporowe ceny na samochody spoza tureckich fabryk.

Wyższe podatki oznaczają oczywiście znaczne podwyżki cen aut produkowanych poza Turcją, a więc spadek ich sprzedaży. Zapewne część klientów rozważy wybór nieco tańszych alternatyw od producentów, którzy montują swoje auta w Turcji. Wciąż warto jednak pamiętać, że wcale nie oznacza to, że krajowe zakłady nie ucierpią, bo gospodarka Turcji w dużej mierze oparta jest na imporcie właśnie.

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA