USA: Apel o nieładowanie aut elektrycznych z powodu upałów

Władze Kalifornii apelują do mieszkańców o oszczędzanie prądu i ograniczenie ładowania elektrycznych aut w związku z nadchodzącą falą upałów. Czy nas w kolejnych latach czeka to samo? Niewykluczone.

Kia EV6 i szybkie ładowanie fot. materiały prasowe
Kia EV6 i szybkie ładowanie

Kalifornię nawiedzają upały, a stanowe władze przygotowują się do kolejnej ich fali w najbliższych dniach. Temperatury dojść mają do 46 stopni Celsjusza, a to z kolei powoduje przeciążenie sieci energetycznych, w związku choćby z intensywnym użytkowaniem klimatyzacji w domach, biurach i zakładach. Apel władz ma jednak jeszcze jeden, mocny wydźwięk, który media na całym świecie przetwarzają z dokładnością znaną z zabawy w głuchy telefon. Chodzi o rzekomy zakaz ładowania aut elektrycznych.

Owszem, pojawia się w apelach władz i taka prośba, ale chodzi nie tyle o zakaz ładowania „elektryków”, co apel o ich nieładowanie w energetycznych godzinach szczytu, to znaczy między godziną 16 a 21. I nie jest to zakaz, a apel, przynajmniej na chwilę obecną. Poza tym stanowe władze proszą również na przykład o wyłączanie niepotrzebnego oświetlenia i urządzeń w budynkach, a także ustawienie klimatyzacji w pomieszczeniach na temperaturę nie niższą, niż 25,5 stopni Celsjusza czy unikanie gotowania w domu – co nie tylko pochłania energię, ale także dodatkowo ogrzewa pomieszczenia.

W Kalifornii obowiązuje alert energetyczny, który wynika z największego przeładowania sieci przesyłu prądu w tym roku. Jak podają lokalne władze, obecnie elektrownie pracują na maksymalnych obrotach, co w każdej chwili może doprowadzić do awarii lub nieoczekiwanego wyłączenia. Przygotowując się na to, co niespodziewane, włodarze stanu proszą więc o oszczędzanie prądu, szczególnie we wspomnianych godzinach szczytu.

Samochody elektryczne a kryzys energetyczny

Nie bezpodstawnie w apelu pojawia się prośba o unikanie ładowania samochodów elektrycznych. Kalifornia jest stanem z największym odsetkiem pojazdów z takim napędem, a to z kolei staje się rzeczywistym problemem, kiedy większość właścicieli podłącza swoje elektryczne cztery kółka do sieci w tym samym czasie. Podobny problem czeka i nas, już za kilka, góra kilkanaście lat, kiedy „elektryki” staną się znacznie bardziej powszechne niż dziś. Na razie po naszych drogach jeździ niewiele, bo mniej więcej 25 tys. w pełni elektrycznych samochodów. To kropla w morzu, w stosunku do całkowitej liczby rejestracji. Ale przecież i my już teraz stoimy w obliczu energetycznego kryzysu i coraz częściej słyszymy, że prądu może u nas zabraknąć, bo sieci już są przeciążone. Tymczasem zarówno klimatyzatory w domach i mieszkaniach nie są u nas tak powszechne, jak w USA, szczególnie w słonecznej Kalifornii, jak i samochodów na prąd jest u nas odpowiednio mniej.

Zobacz także: Polska nie jest gotowa na elektromobilność. Grożą nam kary

W tym kontekście znów pojawia się pytanie o sens przyspieszonego wprowadzania zakazu sprzedaży samochodów spalinowych w Unii Europejskiej już od 2035 roku, a więc za nieco ponad 12 lat, kiedy nie tylko wciąż nie ma u nas odpowiedniej infrastruktury sieci publicznych stacji ładowania, ale przede wszystkim sieć energetyczna nie jest gotowa na dostarczenie takich ilości energii, żeby w czasie zwiększonego zapotrzebowania na prąd zasilać jeszcze ogromną flotę pojazdów elektrycznych.

Coraz więcej mówi się jednak o tym, że data 2035 nie będzie tą graniczną, bo coraz więcej producentów, obok śmiałych deklaracji o zakończeniu produkcji aut spalinowych do 2035 roku, wspomina o tym, że wszystko będzie jednak zależeć od rynkowej sytuacji i zapotrzebowania na auta spalinowe. W każdej niemal rozmowie z prezesami dużych koncernów słyszymy, że owszem, taka pełna transformacja na napędy elektryczne w 2035 roku jest technicznie możliwa, ale z drugiej strony będzie ona niezwykle kosztowna zarówno dla producentów, jak i dla klientów. A ci już teraz borykają się przecież z problemem szybko drożejących samochodów, nie mówiąc o problemach z ich dostępnością.

Wracając na koniec do USA, ale też do zakazu sprzedaży aut spalinowych, który w 2035 roku planuje także Kalifornia, warto dodać, że okazję do zadania ciosu politycznym rywalom, rządzącym obecnie demokratom, wykorzystali już republikanie. Głosem swojego reprezentanta w Kongresie odpowiedzieli na apele władz Kalifornii o oszczędzanie prądu i nieładowanie aut elektrycznych tymi słowami: „I wszystko to ogłasza stan, który chce zmusić wszystkich do zakupu elektrycznych samochodów od 2035 roku i chce to rozszerzyć na cały kraj. To jakiś żart.”

Do tematu będziemy wracać, bo chcąc nie chcąc, przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach.

REKLAMA