[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

WRC - lekarstwo gorsze od wirusa. Zdaniem Obrockiego

W rajdowych mistrzostwach świata startują ostatnie trzy fabryki. Reszta świata ostentacyjnie tam nie zagląda. W tej agonalnej sytuacji światowa federacja FIA powołała zespół reanimacyjny. Ten sam, który do tej niewydolności i zapaści doprowadził. Nie wygląda to dobrze.

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 49 273 PLN
Dostępne nadwozia: furgon-3, kombi van-5
SPRAWDŹ OFERTY

Pisałem wielokrotnie, niedawno też, przy okazji zakończenia poprzedniego światowego sezonu rajdowego i rozpoczęcia nowego, że wielki, porównywalny tylko z olimpiadami i piłką nożną cykl mistrzostw świata zmierza ku przepaści. I to z dużą szybkością. Pisałem nie tylko ja, ale na całym świecie eksperci alarmowali, że może dojść do katastrofy - przecież sport, w którym uczestniczą 3 (słownie trzy!) zespoły to jakaś żałosna karykatura.

Pierwotna przyczyna, czyli ciągłe zmiany regulaminów technicznych opisujących budowę rajdowych samochodów, narażająca producentów na coraz większe, absurdalne koszty i złomowanie jeszcze młodych poprzednich modeli, doprowadziła fabryki do wściekłości i rezygnacji z tego coraz gorszego widowiska. Federacja FIA widzi, że nie tylko umrą rajdy, ale piłuje całkiem forsiastą gałąź, na której od lat całkiem wygodnie siedzą nieprzebrane rzesze działaczy. Tacy, którzy bardzo pilnują podbijania i rozliczania zagranicznych delegacji (zebrania w europejskich siedzibach FIA się nie przyjęły), a kiepsko pilnują kondycji rajdów.

REKLAMA

Zamów e-wydanie i czytaj "auto motor i sport" bez wychodzenia z domu!

Po ogólnoświatowej krytyce medialnej zapadła decyzja: obecne regulaminy techniczne są złe i trzeba wszystko zburzyć i zacząć od nowa. Odpowiednio liczne grupy działaczy już się spotkały i oficjalnie ogłosiły, co wymyśliły.

A wymyśliły to co zawsze. Ujawniono, że po 24 latach istnienia aut WRC trzeba je humanitarnie dobić. Wytłuc też, tak porządnie, do spodu i do asfaltu, wszelkie inne klasy mniejszych i tańszych samochodów, w których na całym świecie wyrastał narybek młodych zawodników. Ogłoszono już, że uzgodniono najważniejszą zmianę - likwidację starych nazw typu WRC, WRC2, WRC3 czy JuniorWRC. Teraz też będą numerki, ale odważnie, bez słów WRC. W to miejsce wejdzie słowo Rally. (Trochę głupio wyszło, bo ogłoszono to w Paryżu, rally jest po angielsku, a w międzyczasie był brexit.)

Numerki przyznano w dość naturalnej kolejności od Rally1 do Rally5. Dla zrozumienia przez wszystkie elektoraty wymyślono nawet formę graficzną w postaci piramidy. Jej szczyt to najszybsze, najsilniejsze, ale najdroższe i produkowane w niewielkiej liczbie auta Rally1, a więc odpowiednik obecnych aut WRC, potem troszkę tańsze i wolniejsze auta Rally2, trochę podobne do obecnych R5. Jeszcze trochę słabsze mają być auta Rally3, przypominające nieco niedawno popularne N-ki. Te trzy grupy Rally1, Rally2 i Rally3 mogą mieć napęd na cztery koła. Firmy zaprzyjaźnione z FIA proponują (żeby trochę ograniczyć koszty), stosowanie w miarę prostych, 5-biegowych, "jednakowych skrzyń biegów dla wszystkich". Zmniejszeniu wydatków ma też służyć ograniczenie wyścigu zbrojeń i nowych rozwiązań, a więc np. ma być zakazane wodne chłodzenie hamulców, ograniczona ma być liczba silników dostępnych w sezonie dla jednego zawodnika czy niektóre rozwiązania w zawieszeniach. Prostsze będą... zbiorniki paliwa. Zmieniony kształt mają mieć wszelkie spojlery korygujące aerodynamikę, a więc tu zawodników zamiast oszczędności czekają poważne wydatki. Dwie nowe, zmienione kategorie samochodów z napędem tylko na dwa koła będą nazywać się Rally4 i Rally5.

Generalnie samochody rajdowe powinny stać się więc odrobinę tańsze. Działacze nie wspominają tylko o tysiącach różnych obecnych rajdówek, które miały jeszcze długo jeździć, a teraz szybko utracą homologację i wypadną z obiegu. Teraz, po nowemu, wszystko ma być inaczej pomieszane. Tyle, że od samego mieszania żadne mistrzostwa nie będą "słodsze", ani tańsze. Zaklęcia FIA, że "teraz wrócą wszystkie wielkie fabryki" słabo korespondują z rzeczywistością, a wręcz przeciwnie, jest obawa, że za parę lat, tak jak teraz, działacze mogą znowu kazać zezłomować kolejne modele.

Na razie jeżdżą trzy fabryki - Hyundai, Toyota i Ford. Gdyby choć jedna odeszła będzie bardzo głupio. Ale aż o jedną trzecią zmaleją wtedy koszty na szarfy, medale i dyplomy. Gorzej, gdyby odeszły dwie (a tak już bywało). Wtedy ostatniej pozostanie walka z własnym cieniem. Na razie, jeśli koronawirus pozwoli, spieszmy się oglądać rajdy. Nie wiadomo czy przeżyją pandemię, bo w tym wypadku lekarstwo wygląda na groźniejsze od wirusa.

Zobacz także: pojazdy kosmiczne - może już czas się ewakuować?

Komentarze

 (7)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA