[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Wyniki historycznego Rajdu Monte Carlo - okiem Obrockiego

W przeznaczonym dla oldtimerów Historycznym RMC zawodnicy dotarli do mety. Pomimo świetnej jazdy Polaków wracają oni z Monte Carlo bez medali.

Historyczny Rajd Monte Carlo

W ubiegłych latach doskonałe występy w Monte Carlo polskich załóg, a zwłaszcza ostatnie, poparte brązowym medalem sukcesy rodzinnego teamu Staszka i Andrzeja Postawków w niewielkiej, ale bardzo żwawej Zastawie 1100, rozbudziły w Polsce nadzieje na wynik absolutnie najwyższy.

Aktualna polska reprezentacja na Monte Carlo to drużyna mocna i wyrównana, porównywalna z naszą kadrą w skokach narciarskich. Nie tylko Staszek i Andrzej Postawkowie, ale też Jacek Miller z Maciejem Orzechowskim (piękny dwuosobowy Fiat X1/9), obie załogi z Wrocławia, jak też Piotr i Natalia Cisowscy (Fiat 125p 1300) i świetna damska załoga Ewa Galińska-Postawka i Anna Postawka (Fiat 125p) mają wiedzę i umiejętności, by osiągać wyniki najwyższe.

I tak się Monte Carlo zaczęło. Zarówno Staszek Postawka, który długo jechał na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej, jak i Miller i Cisowski zuchwale buszowali w pierwszej dziesiątce. Ale taki zimowy, śnieżno-lodowy Rajd Monte Carlo to impreza okrutna. A na wąziutkich, stromych dróżkach taniec nad przepaściami zawsze niesie ryzyko przygód rozlicznych. W dodatku niesprawiedliwych, bo jeśli sami coś nie całkiem mądrego zwojujemy na trasie, to jest to nasza strata. Ale jeśli słabe umiejętności łyżwiarsko-akrobatyczne ma kierowca przed nami, to zablokuje nam przejazd, czasem na kilka sekund, częściej na kilka minut, a stare historyczne, stuletnie zasady rozgrywania tego rajdu absolutnie nie przewidują neutralizacji czasu straconego podczas takich nieoczekiwanych postojów.

Na lamenty zawodników sędziowie odpowiadają, że taka jest tradycja, tak musi być i taki jest ten rajd. Bywają lata szczęśliwe, gdy śniegu jest mało, więc blokowanie prawie się nie zdarza. A bywa, że śniegu jest w bród i pechowcy bezradnie i pokornie czekają czasami dłużej na odblokowanie przejazdu. W tym roku było bardzo "czasami". Śniegu nawaliło "po kokardę". W paru miejscach pługi nie dały rady i odcinki trzeba było odwołać. W takich warunkach przygód na trasie nie brakowało.

I obficie zostały nimi polskie załogi obdzielone - zarówno Staszka, jak i Jacka i Piotra. Los nie oszczędził również niestety naszych amazonek - Ewy i Ani. Ich ponad 40-letni Fiat 125p od lat bezawaryjnie śmigający po Alpach (nawet ja przed laty z Andrzejem Postawką nim właśnie startowałem), tym razem miał niestety chwilę słabości i dozwolone ze względów bezpieczeństwa w starych samochodach wspomaganie kierownicy zbiesiło się i trzeba było potężnej siły, by w ogóle kręcić kierownicą.

A Ewa Postawka to dziewczyna drobniutka. Nie poddała się jednak i zwalniając na niestety licznych na tej trasie ciasnych zakrętach prawie do zera, z odciskami na rękach rajd ukończyła. Wynik na takiej jeździe oczywiście ucierpiał, ale sukces na mecie osiągnięty tak wielkim wysiłkiem niewątpliwie smakuje wybornie. Choć to miejsce poza pierwszą setką. Cały nasz dream team wraca więc bez medali - najlepszy Jacek Miller ukończył rajd na 17. miejscu, Staszek Postawka na 21., a Piotr Cisowski na 46. pozycji.

REKLAMA

REKLAMA

W tych ciężkich zimowych warunkach najlepiej spisywały się samochody niewielkie, raczej sprytne, niż silne. Na pudle nie było żadnego Porsche. Ostatecznie rajd wygrywa Francuz Badosa w Renault 8, przed Włochami de Angelisem w Ritmo 60 i Canellą w Lancii Fulvii Coupe. Czwarty piękny Jaguar XK. Dopiero na 5. i 6. miejscu dwa Porsche 911, potem Opel Kadett GTE, Porsche i Mini Cooper. Zawsze mocne i świetnie radzące sobie w Alpach przepiękne Renault Alpine A110 tym razem przegrały sromotnie. Najlepsze na 34. miejscu.

Takie są Alpy. I taki jest Rajd Monte Carlo. I ten zwykły, i ten historyczny. I w tym jest siła, legenda i magnetyzm tego rajdu. To cudowne patrzeć na twarze zawodników wjeżdżających na metę. Tydzień RMC odmładza o kilka lat. Jeszcze mocniej odmładza meta Dakaru. Wiem po sobie, bo sam w obu tych rajdach korzystałem z tej kuracji nieraz. Tegoroczny Historyczny RMC za nami. Ale za rok jest następna edycja i nasi kierowcy zapowiadają, że przyjmując z pokorą tegoroczne wyniki, na pewno w następnym roku podejmą wyzwanie i staną do rywalizacji w ośnieżonych Alpach jeszcze raz.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij