[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.7

Wysadzić kierowców z samochodów - zdaniem Obrockiego

Po kilkudziesięciu latach ciągle nieudanych ciągłych modernizacji słynnej, zawsze zakorkowanej Zakopianki, jest wreszcie pomysł, jak wybrnąć z kłopotu. Pomysł może nie najtańszy (stać nas), ale odkrywczy.

Zakopianka (droga krajowa nr 7 i 47) Zakopianka (droga krajowa nr 7 i 47)

Słynna droga z Krakowa do Zakopanego potocznie Zakopianką zwana, to od lat wielki, dumny, flagowy i sztandarowy problem polskiej niemożności. Kraków i Zakopane to dwie najważniejsze turystyczne stolice Polski. (Wiele krajów ma dwie stolice, więc można tak powiedzieć.) Dwie dochodowe perły w koronie dla milionów (!) przyjeżdżających do Polski turystów zagranicznych. Pechowo leżą całkiem blisko siebie, więc w programie każdej wycieczki z całego świata jest odwiedzenie obu tych miejsc. Odległość mała, ale problem duży, bo budowana od kilkudziesięciu lat Zakopianka ciągle nie jest skończona, a to, co cudem udało się zbudować jakość ma nienachalną i ciągłych remontów i modernizacji wymaga. W międzyczasie do wielkiego polskiego pomnika niemożności urastając.

Przyczyny tych niemożności były i są rozliczne - polityczne, ekonomiczne i prawne. Te ostatnie są najskuteczniejsze i najśmieszniejsze - jak się kiedyś władzy kontynuować budowy nie chciało, wystarczyło poprosić kilku górali, by protestowali przeciwko wykupowi gruntów (nawet za bardzo duże pieniądze), inwestycja na wiele lat stawała (górale procesować się potrafią, że hej) i już. Jest tak do dzisiaj. Milionom turystów się pokazuje stanie w korkach i prezentuje polską niemożność. Nawet pomysły z olimpiadą zimową w Zakopanem z tego powodu upadły.

REKLAMA

I nagle Eureka! Znowu nam jakiś góral blokuje, to go obejdziemy bokiem. Dosłownie. Zrobimy górala w konia i dojazd do Zakopanego puścimy bokiem. Ale pociągiem. Linia kolejowa do Zakopanego niby jest, ale bardzo stara i też powolna. By dać zarobić właściwym firmom zbuduje się wszystko od nowa. Zupełnie nie przez Myślenice i Suchą Beskidzką, ale dużo bardziej na wschód (oj ciągnie nas w tym kierunku). Na razie od bardzo wielu miesięcy trwają procedury przetargowe poszukiwania wykonawcy.

Trwa to długo, bo ciągle najlepsze oferty składa firma niewłaściwa i trzeba włóczyć się po sądach i wyniki przetargu odwoływać. Oczywiście nie wszystkie fragmenty będą nowe, cześć pójdzie po istniejącej trasie, wiec wybudować trzeba zaledwie 58 km linii kolejowej. Bardziej od strony Krakowa niż Zakopanego. Więc po terenie raczej pagórkowatym, niż rzeczywiście górzystym. Co nie zmienia faktu, że cała zabawa ma kosztować 7 mld złotych. Jak na razie. Wiadomo, że jak się zacznie to wyjdzie dwa razy tyle. Decyzje zapadły. Sprawa rusza. Teren jest na tyle niezbyt trudny, że ma wystarczyć 11 krótkich tuneli i 30 wiaduktów. Żeby dzieło uwznioślić i podnieść do godności i wielkości narodowej wymyślono, że trzeba pokropić ten wiekopomny projekt patriotycznie, narodowo i marketingowo.

Rząd wymyślił, by porównać ten wiekopomny projekt do największego dzieła kolejowego wszech czasów, słynnej i najwyższej na świecie linii transandyjskiej w Ameryce Południowej, zbudowanej przez Polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego. Tyle, że bez koparek, spychaczy i wiertarek, 150 lat temu i w pionowych skałach na wysokości ponad 4000 m npm. Inżynier Malinowski (własnie niedawno była 200 rocznica urodzin i 120 rocznica smierci), bohater narodowy Peru, nie żyje od dawna i nie może się bronić przed tak głupimi porównaniami. To policzek i obraza dla wszystkich inżynierów kolejowych na świecie, którzy w rzeczywiście wysokich górach budowali dzieła wielkie. U nas rejon budowy to wysokość 300 - 400 m npm. A między Bochnia i Chabówką zamiast granitowych turni rośnie pietruszka. Cała nadzieja, że po maratonie wyborczym sprawa dokona żywota samoistnie. Poszukiwania tych 7 mld złotych też mogą się nie udać. Więc na razie turystycznym symbolem Polski będzie nie półgodzinna wizyta na Wawelu, ale nadal 4 godzinna wizyta na Zakopiance. Czego sobie i Państwu nie życzę.

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij