[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.7

Z przeróbkami ostrożnie - zdaniem Obrockiego

W zakończonym właśnie i skomentowanym przeze mnie parę dni temu Rajdzie Korsyki miał miejsce nieprzyjemny zgrzyt dotyczący udziału osoby niepełnosprawnej. Wbrew pozorom sprawa ma szerszy aspekt i dotyczy nas wszystkich.

Peugeot 208 dla niepełnosprawnych

Niepełnosprawność najczęściej wyklucza. Z aktywnego życia, z edukacji, ze sportu. Wielu ludzi z różnymi ułomnościami prawie nigdy nie opuszcza czterech ścian własnego mieszkania. A w rzeczywistości swojego prywatnego więzienia. Na najwyższy szacunek zasługują więc ci z nich, którzy te bariery przełamują i odnajdują się w jakiejś nowej dziedzinie.

Dotyczy to również prowadzenia pojazdów. Ludzie z poważnymi ograniczeniami ruchu, pozbawieni rąk czy nóg, potrafią zdobyć prawo jazdy i specjalnie dostosowanym pojazdem mogą się samodzielnie poruszać ograniczając wykluczenie i uczestnicząc w życiu społecznym. Szacunek za wysiłek, upór i wytrwałość wzbudzając wielki. Jeszcze większy szacunek, jeśli kierowca niepełnosprawny wpierw odważnie marzy, a potem realizuje karierę kierowcy sportowego.

Było takich przypadków parę, łącznie ze startami w najtrudniejszym na świecie Rajdzie Dakar, w którym ludzie na wózkach rzucali wyzwanie tysiącom piaszczystych wydm na Saharze czy na Pustyni Atacama, a przede wszystkim wyzwanie własnym słabościom. Gdy sam startowałem w Dakarze, konkurował ze mną jeżdżący na wózku wielki mistrz Formuły 1 Clay Regazzioni. Startował ogromną ciężarówką, gdzie wspinaczka z wózka do bardzo wysokiej kabiny już była wyzwaniem wielkim. Po nim w Dakarze z podobnymi niesprawnościami jeździł Esteve Pujol. Obecnie mamy w Polsce świetnego kierowcę sportowego zupełnie bez rąk Bartosza Ostałowskiego.

Wszyscy pamiętamy ogólnoświatową dyskusję o ułatwieniach technicznych, które były niezbędne w rajdowym aucie Roberta Kubicy, gdy nie mogąc jeszcze pojawić się w F1 rozpoczynał poważną serię startów w rajdowych mistrzostwach świata. Długo i bardzo urzędowo, przy całej sympatii dla Roberta, władze światowe sportów motorowych badały czy stworzone udogodnienia są absolutnie uczciwe wobec konkurentów.

Jeszcze głośniejszy był oczywiście przypadek słynnego biegacza z Płd. Afryki Oscara Pistoriusa, który bez obu nóg (po amputacji) chodząc na protezach zaczął uprawiać różne sporty. Dopóki był to tenis, boks czy zapasy, nie wymagające pomiaru czasu, wzbudzał jedynie podziw i zachwyt. Potem zaczął biegać. Problem polegał jednak na tym, że stworzone specjalnie do biegania protezy, z absolutnie kosmicznych materiałów, okazały się dużo bardziej sprężyste niż ludzkie nogi i umożliwiały osiąganie zaskakująco dobrych rekordowych wyników. W Pekinie do Olimpiady sędziowie go ostatecznie nie dopuścili. Ale po licznych karkołomnych i precedensowych procesach sądowych w Olimpiadzie w Londynie wystartował. Światowa dyskusja o gamie ułatwień, np. dziwne kombinezony dla skoczków narciarskich, i o udziale nowych technologii w uzupełnianiu ograniczeń sportowców raczej nigdy nie wygaśnie.

REKLAMA

REKLAMA

 Teraz na Rajdzie Korsyki też miał miejsce kontrowersyjny zgrzyt. Młody sparaliżowany Francuz Fabrice Georgi chciał wystartować samodzielnie mocno poprzerabianą Skodą Fabią R5. Przeróbki wyglądały mocno amatorsko i nie wzbudzały zaufania sędziów. Trudno nie narażając się na zarzut dyskryminacji odmówić niepełnosprawnemu. Kubica też kiedyś startował z podobnymi przeróbkami (niektóre ma do dziś), ale jego modyfikacje były wcześniej przedstawione sędziom do badań, akceptacji i homologacji. Przeróbki Francuza uznano za niebezpieczne i zawodnika do startu nie dopuszczono. Przy całym morzu łez, wielkiej międzynarodowej dyskusji internetowej, posądzaniu sędziów o brak empatii i zwykłej ludzkiej wrażliwości. 
Opisany przypadek na rajdzie to zdarzenie rzadkie. Dużo częściej podobne sprawy widzimy na ulicach. U nas w Polsce. Amatorskie przerabianie i tuningowanie samochodów odbywa się u nas zupełnie bez kontroli. Czasem przeróbki, zwłaszcza zawieszenia, są tak absurdalne, że auto nie jest w stanie jechać prosto. A skręcać tym bardziej. Ile jest takich przypadków widać na wielu zlotach, gdzie przyjeżdżają setki takich niebezpiecznych wynalazków. Sam w życiu dwukrotnie rozmawiałem z policjantami, obok których przejechał taki cudak. Odmówili interwencji. Ich argumenty przerażały: on jeździ bardzo niewiele. A tyle się narobił. Może nikogo nie zabije (!). 
 
Jeśli w Twoim otoczeniu są tacy wynalazcy, nie bądź obojętny. Z przeróbkami ostrożnie. Ofiarą możesz być Ty lub Twoi bliscy.

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij