Zakaz sprzedaży samochodów spalinowych w Unii Europejskiej przegłosowany

Unia Europejska wbiła kolejny gwóźdź do trumny spalinowych silników, osiągając porozumienie w sprawie zaostrzenia norm emisji CO2 i wprowadzenia zapowiadanego zakazu sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku.

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

W ostatnich dniach Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej oraz Parlament Europejski osiągnęły porozumienie w sprawie norm emisji dwutlenku węgla dla pojazdów osobowych i dostawczych – pisze Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Tym samym potwierdzony został cel 100-pricentowej redukcji emisji, a to oznacza, że od 2035 r. w państwach członkowskich będzie można rejestrować wyłącznie samochody z napędem elektrycznym lub wodorowym. Mówimy oczywiście o pojazdach nowych, bo co do używanych, te nadal będą mogły być w obrocie, choć nie jest dziś pewne, czy w przyspieszonym tempie nie wykończą ich dodatkowe opłaty czy wysokie ceny paliw.

Zakaz dla aut spalinowych od 2035 r. przegłosowany

O zakazie sprzedaży samochodów z napędem spalinowym mówi się wiele, ale do tej pory, pomimo kolejnych pozytywnych wyników głosowań, przepisy te wciąż były jedynie zaleceniami, a nie obowiązującym prawem. Obecnie wciąż takimi są, ale 27 października Parlament Europejski oraz Rada UE poczyniły kolejny istotny krok w kierunku wymuszenia rejestracji wyłącznie nowych aut elektrycznych już od 2035 roku.

Przegłosowane właśnie porozumienie w sprawie nowelizacji rozporządzenia 2019/31 to przepisy, które będą wymagały, aby wszystkie nowe samochody osobowe i dostawcze sprzedawane w UE były zeroemisyjne począwszy od 2035 r. Mamy zatem jedynie 12 lat na to, by zmienić przyzwyczajenia i pogodzić się z tym, że chcąc kupić nowe auto, będziemy musieli, a nie tylko mogli, wybrać jeden z modeli elektrycznych.

W swoim raporcie PSPA podaje, że jako cel pośredni, który ma być osiągnięty w 2030 r., przyjęto, że redukcja emisji CO2 ma wynieść 55 proc. dla aut osobowych i 50 proc. w przypadku pojazdów dostawczych, w stosunku do emisji z 2021 r. Producenci, którzy nie dostosują się nowych przepisów, będą narażeni na dotkliwe kary finansowe.

– Porozumienie stanowi jeden z ostatnich etapów procesu zainicjowanego przez Komisję Europejską w lipcu 2021 r. w ramach pakietu „Fit for 55”. W praktyce zostało już przesądzone, że po 2034 r. w żadnym państwie członkowskim nie będzie można zarejestrować żadnego nowego osobowego lub dostawczego samochodu z silnikiem spalinowym. Dotyczy to również wariantów hybrydowych (także hybryd plug-in – przyp.red.). Na rynku będą dostępne wyłącznie pojazdy całkowicie elektryczne (BEV) lub zasilane wodorowymi ogniwami paliwowymi (FCEV) – wyjaśnia Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Zobacz także: co dalej z normą Euro 7? Ogromne koszty, które poniosą klienci

Klauzula Ferrari przeszła – co to oznacza?

Zawarte porozumienie zobowiązuje Komisję do przedstawienia do 2025 r. metodologii pozwalającej na obliczanie emisji CO2 dla całego cyklu życia pojazdów osobowych i lekkich dostawczych, co z kolei przyczynić się ma do dekarbonizacji całego łańcucha dostaw sektora motoryzacyjnego.

W ramach pewnego konsensu częściowo utrzymana została tzw. klauzula Ferrari, czyli zapis o wyjątkowym potraktowaniu niektórych producentów. Jak wyjaśnia PSPA, na jej podstawie producenci z wolumenem do 10 tys. pojazdów osobowych i 22 tys. pojazdów lekkich dostawczych zostaną zwolnieni z celów pośrednich, związanych z redukcją emisji. Mowa o ograniczeniu do 2030 r. emisji CO2 o 55 proc. Podobnie jak pozostałych producentów, obejmie ich jednak pełne ograniczenie, które ma zacząć obowiązywać od 2035 r., a zatem także niszowi producenci przejść będą musieli na napędy elektryczne lub wodorowe.

Zobacz także: Polska nie jest gotowa na elektromobilność. Grożą nam kary

samochody elektryczne Shutterstock
samochody elektryczne

Przegląd efektywności rozporządzenia w 2026 r.

Rozporządzenie uwzględnia przeprowadzenie w 2026 r. przeglądu efektywności planów wsparcia rozwoju m.in. infrastruktury do ładowania czy dostępności zielonej energii, a także ocenę przystępności cenowej pojazdów. W rozporządzeniu uwzględniono bowiem również regulacje nakazujące kierowanie funduszy unijnych na cele związane z rozwijaniem flot elektrycznych i powiązanych technologii, szczególnie w przypadku średnich i małych przedsiębiorstw i tych regionów i społeczności, które najbardziej tego potrzebują. Jakie jednak środki zostaną podjęte, kiedy przegląd wskaże na duże niedociągnięcia, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że wymuszenie tak szybkiej elektrycznej transformacji, w czasie kryzysu związanego z atakiem Rosji na Ukrainę, galopującą inflacją i tlącą się pandemią, przyniesie słone koszty dla całej branży, ale przede wszystkim dla klientów końcowych.

Także PSPA w swoim raporcie podkreśla, że w kontekście wprowadzanych regulacji unijnych polska administracja publiczna powinna pilnie podjąć działania z jednej strony tworzące warunki sprzyjające rozwojowi elektromobilności, ale z drugiej ograniczające napływ najbardziej emisyjnych samochodów, których będą się masowo pozbywać kierowcy w krajach Europy Zachodniej. Kluczowa wydaje się tu kwestia wdrożenia przepisów niwelujących bariery systemowe rozbudowy sieci stacji ładowania oraz zwiększenie nakładów na niezbędną infrastrukturę elektroenergetyczną. W przeciwnym przypadku – jak pisze PSPA – unijny zakaz sprzedaży samochodów spalinowych może przynieść w naszym kraju odwrotne od zamierzonych skutki środowiskowe i rynkowe, kiedy z braku dostępności przystępnych cenowo samochodów kwitnąć będzie rynek spalinowych aut używanych, co doprowadzi do szybkiego starzenia się floty.

Zobacz także: chińskie marki w natarciu. Producenci chcą dla nich zaporowego cła

Zobacz również:
REKLAMA