REKLAMA

Zdaniem Obrockiego: Rajdowa biało-czerwona kiepska zmiana

W poprzednim tekście, w komentarzu do wyników rajdowych mistrzostw Polski napisałem o uznaniowym przyznawaniu, a nie zdobywaniu medalowych miejsc w rajdach i to w najważniejszej, klasyfikacji generalnej za sezon 2019. Ku przestrodze warto do tej kuriozalnej sytuacji wrócić.

highrpm

Zakończyły się rajdowe mistrzostwa Polski. Najważniejsze tytuły zdobyli - złoto Miko Marczyk, srebro Tomasz Kasperczyk i brąz słynny Francuz Bryan Bouffier. Wyniki jak wyniki. Trzeba pogratulować zwycięzcom i medalistom. I już.

Ale to podejście banalne. Majstersztykiem byłoby zmienić te wyniki już po zakończeniu rywalizacji, by wzmocnić akcenty biało-czerwone, patriotyczne i narodowe. Dwa pierwsze miejsca zdobyto bezdyskusyjnie, ale brąz mniej wyraźnie. Otóż tyle samo punktów, co "brązowy" Francuz zdobył też Polak Sylwester Płachytka, w mocno odmiennym stylu i sposobie. Otóż Płachytka cały rok ciułał punkty mozolnie, nie wygrywając żadnego rajdu, a Bouffier w tym roku u nas nie jeździł, tylko wpadł na koniec sezonu i w parę dni brawurowo tak namieszał, a to szofer wyborny, klasy absolutnie światowej, że dogonił w tabeli Polaka. Regulamin na taką okoliczność przewiduje od lat oczywiste rozstrzygnięcie uwzględniające lepsze miejsca, co bezdyskusyjnie dawało brąz Francuzowi. A polskim działaczom asumpt do narodowo-patriotycznego zmartwienia.

REKLAMA

Wymyślono więc, chyba faktycznie bez jakichkolwiek nacisków samego zainteresowanego Płachytki, że taka niesprawiedliwość wobec naszego kraju, w wykonaniu w dodatku jakiegoś Francuza (to taki, co zapewne nie umie jeść widelcem) trzeba sprawiedliwie wyrównać. Wykombinowano więc, że Polak za czwarte miejsce też dostanie brązowy medal. Afera zrobiła się piramidalna. Władze federacji nie widziały nic złego w takim, no może trochę po fakcie, ale patriotycznym naginaniu prawa i "przecież delikatnym" działaniu prawa wstecz. Wrzenie w środowisku było tak wielkie, że federacja, jak po jakimś wiadomo, że niesprawiedliwym wyroku Unii Europejskiej, z pomysłu się wycofała. Jeden brązowy medal przyznając. Francuzowi.

Myślę jednak, że to sprawy nie zamyka, a pokazuje szerzej problem "nieco elastycznego" stosowania prawa. Tu też, jak w Sejmie, a to krynica mądrości dająca przykład z góry, całkiem serio złamanie prawa usankcjonowano odpowiednim, a jakże głosowaniem. Odwoływano się, jak w Sejmie, nie do całkiem konkretnego i jasnego przepisu prawa (bo nie pasował do tego pomysłu), ale do sprawiedliwości społecznej i dziejowej. Jak za Gomułki. Nikt nie widział w tym groźnego precedensu. Wielu, niestety zbyt wielu ludzi uważa, że paragrafy to jedno, a sprawiedliwość powinna być po naszej stronie. W każdej życiowej sprawie. Wiele osób uważa, że np. kodeks drogowy jest głupi i niesprawiedliwy, więc kierowca, który wpadł na fotoradar w środku wsi mógłby po fakcie postulować postawienie tam, koniecznie z datą wsteczną, znaku drogowego pozwalającego na jazdę z dużo większą prędkością, a ci, którzy przejechali kogoś na pasach mogliby wnioskować o zamalowanie po fakcie tego przejścia. Też z datą odpowiednio cofniętą.

Patriotyczny numer rajdowy nie całkiem się udał. Wyszło jak słynne europejskie głosowanie 27:1. Miało być tak sympatycznie, a wyszło jak zawsze. Wymyślono nawet tłumaczenie (to osobna dziedzina wiedzy i propagandy - wymyślanie uzasadnień do takich bezprawnych działań), że to miał być taki właśnie ludzki, sympatyczny gest wobec polskiego kierowcy, który tyle się najeździł i gest ocieplenia wizerunku nieszczególnie lubianej federacji. Akurat to ocieplenie wyszło szczególnie chłodno.

Zobacz także: Dakar 2020 - wszystko, co trzeba wiedzieć

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA