REKLAMA

Zdaniem Obrockiego: w WRC bida z nędzą i rozwody

W ramach serii komentarzy podsumowujących rok 2019 w sportach motorowych pora na wagę superciężką - mistrzostwa świata WRC. Przełomu i wybuchu popularności nie było. Wręcz przeciwnie: rozwód i pożar na koniec.

Toyota

Rajdowe Mistrzostwa Świata słabują od lat. W żadnej z kilkuset znanych i popularnych dyscyplin sportu nie ma tak, by w najważniejszym, światowym czempionacie startowały cztery zespoły. Bo więcej nie istnieje. A nie jest to dyscyplina niszowa. Wręcz przeciwnie - szaleńcza jazda samochodem z szybkościami niewyobrażalnymi dla zwykłego śmiertelnika to widowisko wielkie. Miliony kibiców chcą to oglądać. Telewizje błagają, by móc to pokazywać. A całość wychodzi koślawo. Choroba trwa od lat. Zarazki światowego pomoru rajdów rozprzestrzeniają się z jednego punktu - światowej federacji FIA, która to wszystko wymyśla i organizuje.

Rajdy, podobnie jak tenis czy piłka nożna, mają grubo ponad 100 lat. Tyle, że w tenisie i w piłce nożnej nikomu nawet nie przyjdzie do głowy myśl, by co roku lub co dwa wyrzucać regulaminy i wszystko pisać od nowa. A piłka do nogi czy tenisa kosztuje prawie nic. Rajdowy, fabryczny samochód to grube miliony dolarów czy euro i sztaby inżynierów budujące takie pojedyncze, prototypowe pojazdy. Jeśli co kilka lat głupimi regulaminami każemy te cudowne auta wyrzucić na złom i dla zabawy wymyślać inne - opinie zainteresowanych i oszukanych fabryk są z powodów cenzuralnych nie do zacytowania na naszych łamach. Gdy 22 lata temu stworzono formalnie kategorię WRC - aut absolutnie najlepszych, najszybszych, najdroższych - zachwytom nie było końca. Popularność rajdów po prostu wybuchła. Zbudowanie i posiadanie auta klasy WRC było dla fabryk wyzwaniem, honorem i nobilitacją. Do rozgrywek przystąpili prawie wszyscy najlepsi - Ford, Citroen, Peugeot, Toyota, Mitsubishi, Mini, Hyundai, Skoda, Seat, Subaru, Suzuki, Volkswagen. Razem 12 fabryk.

REKLAMA

Zobacz koniecznie: Obrocki o bidzie z nędzą w polskich rajdach

Przez kolejne lata federacja FIA tak utrudniała producentom nowymi regulaminami życie, że rozpoczęła się fala masowych rezygnacji. Zrezygnowały świetne zespoły - Peugeot, Mini, Mitsubishi, Seat, Skoda, Subaru, Suzuki i VW.

Rok 2019 rozpoczął się z czterema zespołami - Citroen, Hyundai, Toyota i ledwie żywy, już mało fabryczny, a mocno prywatny Ford. Z tych czterech zespołów doświadczeniem, akurat setną rocznicą powstania i posiadaniem najlepszego kierowcy (Sebastien Ogier) wstępną przewagę miał Citroen, który w ostatnich latach aż 8 razy (!) zdobywał mistrzostwo świata zespołowo i aż 9 razy indywidualnie (uczynił to jeden człowiek, genialny Sebastien Loeb). Razem 17 złotych medali.

W towarzystwie takiego mocarza pozostałe zespoły powinny bać się bardzo. Ale od początku roku bały się nie bardzo. A mając Ogiera zbyt pewny siebie Citroen słabo rozwijając samochód sprawę zlekceważył. Wymarzona lawina zwycięstw Ogiera nie nastąpiła. Zaczęli rządzić dużo mniej doświadczeni Ott Tanak z Toyoty i Thierry Neuville z Hyundaia. Brak sukcesów wprowadził w szeregi Citroena bardzo nerwową atmosferę. Do końca sezonu francuski zespół się nie pozbierał. W końcowej tabeli Sebastien Ogier, lider Citroena, wyraźnie przegrał zarówno z Tanakiem, jak i Neuvillem. Trzecie miejsce dla takiej gwiazdy jak Ogier to katastrofa. Zespołowo było jeszcze gorzej, bo Citroen mając Ogiera myślał o najwyższych celach, a zajął trzecie, czyli przedostatnie miejsce.

Nadzieją miał być finałowy, lubiany przez Citroena Rajd Australii. Ale gdy rajdowcy dotarli na miejsce, a z ciężarówkami pełnymi sprzętu nie jest to proste zadanie, cały region objęły największe w historii pożary. Zaczęły się mocno niestosowne naciski na strażaków (a brakowało ich tysiące), by przerzucili część sił na ratowanie nie ludzi, a liczba ofiar ciągle rosła, ale na utrzymanie poza pożarem trasy rajdu. Dopiero gdy wokół bazy rajdu wszędzie były płomienie, a bez masek gazowych nie dało się oddychać, liczba ofiar śmiertelnych nadal rosła i sprawdzono, że pod kask nie da się włożyć maski gazowej - rajd odwołano. Z awanturą międzynarodową.

Citroen nic w tabeli nie odrobił, a jego gwiazdor, Sebastien Ogier nie wytrzymał, rzucił kaskiem i papierami i oświadczył (Francuz!), że w tym francuskim zespole jeździć nie będzie. Citroen, który wcześniej głupio pozbył się arcymistrza Loeba, wreszcie zrozumiał, że bez absolutnie wybitnych kierowców (a miał dwóch najlepszych!) rajdówki same nie jeżdżą i... omszały wspaniałą stuletnią tradycją zespół rajdowy rozwiązał. I rozwód z Ogierem przyklepał. Wszystko dokładnie w setną rocznicę powstania tej zasłużonej marki. Marketingowy blamaż nieznanych dotąd rozmiarów.

To nie był dobry rok dla rajdów WRC. Nowy sezon nie zapowiada się lepiej. Jedyna pociecha, że jeśli istnieją na świecie trzy zespoły, a do zdobycia są trzy medale, to nawet jadąc tyłem każda uczestnicząca fabryka zdobędzie medal. Kuszące. Tyle, że mało śmieszne.

Zobacz także: Obrockiego podsumowanie sezonu rajdowego w Polsce

Komentarze

 (4)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA